Focaccia, chleb bogów

Cześć,

jest poniedziałek, pierwszy w grudniu. Skończyłam już rekonwalescencję, czyli miesiąc ciepły, domowy, bezpieczny, względnie bez zmartwień i rozterek. Aż dziw, że to był listopad! A był dzięki temu chyba najlepszym listopadem jaki kiedykolwiek miałam – bez przemokniętych skarpetek, chorych zatok i chandry spowodowanej egzystowaniem w ten szaro-bury miesiąc.

Wróciłam do Łodzi, na studenckie włości i jeszcze nie zdecydowałam czy mi się podoba. To nagłe przestawienie się z trybu rodzinnego na samodzielne zawsze jest lekkim zgrzytem. Całe szczęście, że powoli odliczam do świąt. Planowanie prezentów w tym roku wyszło nadzwyczaj gładko – lecą do mnie paczki i paczuszki, nie będę musiała przedzierać się przez tłumy w centrach handlowych, uf!

Korzystając z wolnych, poniedziałkowych chwil chciałabym Wam przedstawić ósmy cud świata, ciasto drożdżowe idealne, z którego powstaje chleb idealny jeszcze bardziej!

Puszysty, odpowiednio słony, wypełniony oliwkami, pachnący rozmarynem. Przywodzi na myśl ciepłe, letnie wieczory przy lampce wina z widokiem na włoskie zbocza pokryte winoroślami.

Czyli fajnie. Robiłam go często na Erasmusie – w małej kuchni 3 na 2 metry, gdzie mieściły się na co dzień dwie osoby. Na imprezach po 5, ale to już inna historia. Kuchnia była urocza, miała swój własny mały balkonik, który służył za lodówkę, kiedy dni w Słowenii były jeszcze zimne i deszczowe. Na wyposażeniu mieliśmy mały opiekacz – spełniający też funkcję piekarnika. Mam nadzieję, że nie przeszkadzałam współlokatorom tym ciągłym pieczeniem. Jedli wszystko! Ten chleb jedliśmy na balkonie, ciesząc się nic nie robieniem, smarując go masłem i sypiąc obficie solą. Jakie to były piękne dni! Zwłaszcza, że na tarasie, w zasięgu ręki rósł w donicy, piękny, okazały krzak rozmarynu. Ok, oficjalnie się wzruszyłam. Wspomnieniami oczywiście, nie rozmarynem. Chociaż może rozmarynem też…?

Ten zachwalany chleb nosi nazwę focaccia. Co prawda jest to moja lekko zmodyfikowana wersja, ponieważ zwykle focaccia jest dosyć płaska, średnio na 2 czy 3 cm. Moja wyrasta na 5, ale twierdzę, że to przez miłość i uwagę jaką jej poświęcam (kocham drożdże). Robię ją średnio co tydzień, bo tak na prawdę jest czymś, co mogłabym jeść na okrągło.

Zatem, po tej pięknej ‚apostrofie’ prezentuję Wam przepis.

Focaccia z oliwkami i rozmarynem

Składniki:

1 kg mąki
400 ml ciepłego mleka
woda gazowana – ile ‚przyjmie’
25g drożdży świeżych
łyżka soli
30 ml oliwy
łyżka cukru
pół łyżeczki pieprzu

oliwki zielone
rozmaryn (najlepiej świeży)

Przepis:

Dodaję do mleka drożdże i cukier, mieszam i odstawiam na 15 minut, aż do pojawienia się piany. Do garnka wsypuję mąkę i sól i dodaję mleko z drożdżami i oliwę. W tym momencie okazuje się, ile mąka potrzebuje wody, zwykle jest to jeden ‚chlust’. Wyrabiam ok. 5 minut. Odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Ciasto powinno być sprężyste, o takie:

15253126_1435525683154505_1742416275767820288_n

Przekładam do naoliwionej formy. Wtykam oliwki i posypuję rozmarynem, co prezentuje się tak:

15251722_202759080176551_1033261856019447808_n

Piekę około 30 minut w 180 stopniach, do lekko zarumienionego wierzchu i suchego patyczka. Podaję z oliwa, masłem i solą. Świetnie smakuje też na drugi dzień i trzeci z opiekacza lub w postaci panini lub bruschetty.

img_1220img_1225img_1230

Reklamy

One thought on “Focaccia, chleb bogów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s